List do muftiego Nedala Abu Tabaq

Drogi Mufti!

Układałem od kilku dni w głowie, to, co chciałbym Muftiemu napisać. Mam nadzieję, że nie będzie banalnie; że nie znudzę Muftiego:)

1. Już w trakcie lektury Koranu, kiedy przez głowę biegło mi „milion” komplementów pod adresem tej świętej Księgi (wow! to jest jak rock and roll, strumień świadomości, zakręcona literatura, piękna w swojej fragmentaryczności, emocjonalne nuklearne bum itd.), tak więc już w trakcie, zadawałem sobie jedno pytanie:

Jak oni (Wy muzułmanie), mając taki prezent od Boga (bo jako katolik, nie mam żadnych wątpliwości, powtarzam się, że przez Mahometa mówił Bóg), mogli tak to schrzanić (używam eleganckiego czasownika, żeby Muftiego nie obrazić; w rzeczywistości myślało mi się inne słowo-też na literę „s”:)?

Jak to jest możliwe, że islam kiedyś, to była cywilizacja czerpiąca cudownie od starożytnych Greków (wielki Awerroes i inni), a dzisiaj to przeludniona (szaleństwo demograficzne np. w Egipcie), zacofana (wśród 400 najlepszych uniwersytetów na świecie nie ma muzułmańskich; innowacyjność szoruje po dnie itd.), a często po prostu barbarzyńska część świata (tzw. „obrzezanie” dziewczynek-obraza Boga, rozumu, człowieczeństwa i wprost: hołd szatanowi)?

Zachwyt mieszał się u mnie z niedowierzaniem. Jak oni mogli ten islam tak schrzanić? Oczywiście odpowiedzi są relatywnie proste (regres cywilizacyjny tłumaczono zapewne po tysiąckroć: lokalne „tradycje”, idiotyczna interpretacja Koranu, budowanie na negacji/w kontrze do Zachodu itd.). Rozum podsuwa odpowiedzi, ale serce nie może tego znieść.

Jeżeli islam (praktykowany) ma być rzeczywiście religią Boga (islam czysty zawsze będzie religia Boga), a nie chichotem Złego, który uwielbia małpować stworzenie, jest zaprzeczaczem, krzywym lustrem, zwyrodnieniem, kłamstwem ubranym w szaty sofizmu, hipokryzji itd., jeżeli islam Drogi Mufti ma być Światłem, ma być Drogą Prostą, to Mufti nie ma wyjścia i musi zacząć głosić nie tylko powrót do korzeni, czyli ślubu islamu i „zachodniej” myśli filozoficznej; Mufti musi krzyczeć o nawrócenie muzułmanów na islam! O nawrócenie na islam, który jest Drogą Prostą. Na islam jaki jest, a nie wyobrażony islam chorych nienawistników (niekoniecznie grzeszących wiedzą i inteligencją).

Nie ma dzisiaj w moim odczuci dla islamu innego wyjścia, jak  reformacja (wielka reforma/zmiana).

Nie wiem, czy Mufti urodził się Lutrem islamu :), ale tego właśnie Muftiemu życzę! 🙂

Za każdym razem, kiedy jakiś zwyrodnialec wycina dziewczynce wargi sromowe i łechtaczkę, szatan tańczy swój taniec śmierci, a Bóg płacze. Za każdym razem, kiedy muzułmanin milczy w obliczu takiego barbarzyństwa, przestaje być muzułmaninem.

Nie ma dla islamu ważniejszego tematu na dziś, niż cierpienie kobiet, które są bożym stworzeniem, pięknem, wierszem i najpiękniejszą pieśnią Boga! Nie ma w Koranie ani jednego wersu, który uzasadniał by takie okrucieństwo, taką obrzydliwość. Bóg dał nam seksualność. Nam mężczyznom i kobietom też. Dał możliwość odczuwania rozkoszy. Tak, ona musi być podporządkowana moralności/etyce. Żona dla męża, a mąż dla żony. Ale między nimi ma być przyjaźń (tak mówi Koran!), miłość i seks.

Jeżeli muzułmanin kocha Boga, to musi krzyczeć: koniec z tym barbarzyństwem!

Tak samo ma się rzecz z rozumem. Koran jest dla mnie „wiadomością od Boga”, który mówi: „tak jest”. Taki świat stworzyłem. Dla was ludzi. Jeżeli ten świat taki jest: jest bożym Słowem/Myślą/Miłością/przejawem bożej Wszechmocy itd., to islam musi być religią rozumu. Przecież to Arabowie wymyślili zero w matematyce. A nie ma lepszego narzędzia do rozumienia świata, a więc pośrednio i Boga (oczywiście poza Koranem, który jest i musi być w centrum muzułmańskiego świata), jak matematyka i nauka w ogóle. Szkoła i uniwersytet, oddzielony w sensie instytucjonalnym od religii, musi stać się postulatem cywilizacji islamu. Myślę więc jestem (mogę wątpić we wszystko, ale nie mogę wątpić w to, że myśl istnieje-tako rzecze wielki Kartezjusz).

Islam nie może być podszyty strachem. Islam nie może być religią, która przeczy nauce (ewolucja miała miejsce; tak chciał Bóg; chciał nas stwarzać w procesie; taki był Jego plan; zasadą świata jest ruch:”panta rhei”). Islam negujący dorobek nauki, nie jest religią Boga (katolicyzm negujący dorobek nauki również). 

2. To pogodzenie się ze światem współczesnym nie nastąpi bez jednej zmiany. Otóż: nie ruszymy z miejsca, jeżeli nie dopuścimy PARADOKSU do interpretacji świętych słów Księgi . Trzeba zaczerpnąć z buddyzmu Zen i europejskiego anarchizmu. Podam przykład: filozof XIX wiecznego anarchizmu Proudhon pisał: własność jest kradzieżą i własność jest święta (ta płynąca z pracy jest święta, ta z wyzysku jest zbrodnią). Świat nie poddaje się łatwej klasyfikacji (szufladkowaniu): są mężczyźni i kobiety, ale są też ludzie, których płeć jest niedookreślona; są drzewa i krzewy, ale czy jarzębina jest drzewem, czy krzewem; są rośliny i zwierzęta, ale czym są grzyby? itd.).

Gdyby Bóg chciał zesłać nam Księgę Matkę, zrobił by to. Dla Niego wszystko jest łatwe. On stwarza w „mgnieniu oka”. On chce i to czego On chce-staje się. Bóg dał ludziom Księgi. One mogą być doskonałe tylko w swej niedoskonałości. Tak jak człowiek jest doskonały w swej ułomności. Ewolucjoniści podkreślają, że wiele jest „wpadek” ewolucji w konstrukcji naszych ciał. Gdyby Bóg chciał człowieka „idealnego”: uczynił by go takim. 

Koran nie bez powodu jest (pozornie) chaotyczny, fragmentaryczny, niekonsekwentny. Nieistotne. „Przekaz” Boga jest jasny i trafia prosto w serce tego, który czyta (słucha/studiuje)! 

„Doskonałość w niedoskonałości” i vice versa, bez wątpienia zamierzona przez Boga, ma ważne przesłanie: słuchajmy się nawzajem, szanujmy i kochajmy, bo wszyscy myślimy i czujemy fragmentarycznie (nie błędnie, ale fragmentarycznie). 

Nasze idee, nasze interpretacje (niech wolność da nam ich wiele-byle pięknych i mądrych), mogą się spotykać, przy poszanowaniu odmienności (generalnie przy uznaniu religii, tradycji, szkół itd. za wartość samą w sobie, za boży dar). Nie możemy Koranu traktować literalnie. I nie możemy iść jedynie drogą sufich, których rozumienie jest często tak eteryczne, że gubi sens/przekaz… Musimy iść Drogą Prostą, mając w sobie anarchię. Ona w nas jest początkiem wyzwolenia. Całkowita wolność serc i umysłów. Z jednoczesnym szacunkiem dla Ksiąg i podporządkowania się Bogu. Trudne? Tak trudne. Ale wszak Koran obiecuje Wam muzułmanom, że boża myśl, jest „w prostym języku arabskim”, że Jego przykazania są możliwe do przyjęcia przez każdego! Musimy więc zaufać Bogu: otworzyć umysły i pozwolić Mu działać. I wówczas „trudne”, okaże się banalnie proste. 

3. Napiszę teraz Drogiemu Muftiemu, kilka zdań, o moim rozumieniu Boga w Koranie i Piśmie Św. O tym, jak w moim sercu tak różne idee koegzystują.

Proszę z góry o wybaczenie (nie jestem teologiem). Może to, do czego doszedłem jest aberracją; a może banałem. Proszę mi wybaczyć.

Jeżeli Bóg oddzielił się od swojego stworzenia (inaczej niż w religiach Wschodu, gdzie stworzenie i stwarzający łączą się ze sobą, przenikają się…) i uznał, że tak jest dobrze, to przecież nie uczynił tego, bo się nudził. Bóg nie jest manipulatorem. A my nie jesteśmy przedmiotem Jego eksperymentu. On jest. I my jesteśmy. Jak Bóg, „oddzielony od nas”, do nas mówi? Jak chce utrzymać z nami kontakt? Jak z nami „rozmawia”? Jego bezpośrednia obecność byłaby dla nas nie do zniesienia. Być może unicestwiłaby nas. 

Jeżeli Bóg mówi do nas przez Proroków i Księgi, to znowu musi znaleźć sposób, by Jego Wszechmoc nie ograniczyła naszej wolności, Jego Byt, naszego itd. Stąd: Księgi są jak przesłanie, które musi być fragmentaryczne, inaczej zniszczyłoby Posłańca (do Mahometa przychodzi Archanioł Gabriel, a więc również wysłaniec Boga, a nie On sam).

Kiedy my chrześcijanie mówimy: Bóg, Syn i Duch, to odwołujemy się do paradoksu. Mówimy/śpiewamy: „ma granice Nieskończony”. To z przepięknej polskiej kolędy, a brzmi jak buddyzm Zen:).

Oczywiście, że „Koran ma rację”, kiedy Bóg przez Mahometa mówi: „Bóg nie potrzebował żadnego Syna”. No pewno, że nie potrzebował. Nie w takim sensie, jak my ludzie „potrzebujemy” swoich dzieci. On był tym Synem. Na 33 lata nie przestając być Bogiem, stał się Człowiekiem. W pełni.

Ten paradoks Boga-Człowieka widać najpełniej na krzyżu, kiedy Jezus wątpi. Mówi: „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił?”. Jezus cierpi tak bardzo, że niemalże bluźni Bogu. Jest w tym anarchizm Boga. Jak dosadniej Bóg miałby nam powiedzieć, że to, co stworzył jest DOBRE? Bóg, który mówi: rozumiem Wasz bunt: gdybym był człowiekiem też bym się buntował; buntował bym się przeciwko sobie…

Oczywiście islam nigdy nie przyjmie Trójcy. Ale: może spojrzeć na ideę Trójcy jak na rozpaczliwe (?) poszukiwanie Boga (pełne szlachetnych intencji). Muzułmanie mogą odrzucać Trójcę, dostrzegając w idei wielką miłość chrześcijan nie tylko do Jezusa, ale i do Boga po prostu. 

A jak katolik może patrzeć na Koran i islam? Jak może rozumieć słowa Koranu, gdzie Bóg mówi: I rzekli [Żydzi]: skazaliśmy na śmierć Mesjasza, Jezusa Syna Marji posłańca Bożego; lecz oni go nie skazali na śmierć i nie ukrzyżowali: postać pozorna ciała zwiodła ich okrucieństwa. Ci, którzy się o to sprzeczają, zostają w samych wątpliwościach, nie oświeca ich prawdziwa nauka, a tylko sposób ich sądzenia. Oni nie zabili rzeczywiście Jezusa; Bóg go wziął do siebie, ponieważ On jest potężny i mądry. (Koran, 4:155, tłum. J.M.T.B.).

Ja w tym fragmencie Koranu widzę wielką miłość do Jezusa (dlaczego tam mało we współczesnym islamie Jezusa? dlaczego, dlaczego, dlaczego…). Mogę tu widzieć inny fragment (odprysk) paradoksu. Ile nam jest dane rozumieć? Czy rzeczywiście można zabić Boga? Oczywiście nie! Oczywiście tak!

Jeżeli Jezus w Koranie, jest „Słowem Prawdy”, to czy człowiek może takie Słowo unicestwić. Nie może. Choćby mu się wydawało, że to uczynił. Może unicestwić siebie. Bo Bóg dał człowiekowi wolność. Aż do zatracenia się. Az do rzucenia się w ramiona Złego.

Bóg jest ponad teologię. Bóg jest ponad religię. Ponad świat. A jednak stworzenie, Jego świat: istnieje. On tego chce! Odkrywa przed nami tyle, ile może, żeby nas nie unicestwiła Jego Wszechmoc i Wszechwiedza. Dlatego podkreśla: jestem Miłosierny. Litościwy… Mówię do was ludzi przez proroków, przez słowa Księgi! Gdybym chciał: dałbym wam rozumienie teorii strun tysiące lat temu. Gdybym chciał dałbym Wam wzór E=mc2 tysiące lat temu. Gdybym chciał: dałbym wam Koran od razu, przed Ewangeliami. Gdybym chciał: w Ewangeliach Jezus powiedziałby: Bóg jest w Trójcy Jedyny (a nie powiedział). Gdybym chciał: Koran byłby jak uniwersytecki wykład; zimny i precyzyjny jak stal. A nie jest! Koran jest jak żar! Koran jest jak łąka pełna kwiatów, ziół i tysięcy małych stworzeń! Dlatego ten, który mówi: wiem wszystko, bluźni Bogu! Tylko Bóg wie wszystko. Tylko On.

Drogi Mufti… teraz jestem taki zmęczony, że zaraz umrę…:) a muszę skręcić dwie szafki z Ikei:)

Z Bogiem!

Salam alejkum

Michał Augustyn

P.s. Może Mufti znalazł się w Rzeczpospolitej nie bez powodu? Może się spotkaliśmy nie bez powodu?

Dżihad

Wszystko się zmienia, cały świat… Brygada Kryzys”

gdy na prostej drodze
wyrósł ciemny las
we mnie płonie ogień
tańczy we mnie wiatr

idzie drogą Słowo
kwitnie pięknie sad
a przy sadzie meczet
przy meczecie płacz

idzie drogą Prawda
w sadzie pada śnieg
meczetu już nie ma
kto słuchał ten wie

idzie drogą wojna
żołdak wojny pies
wojna jest spokojna
bies żołdaka zje

idą drogą trupy
roześmiany tłum
grają straszne bębny
bum ta ra ra bum

w końcu przeszedł drogą
Isa Marii Syn
z nikim nie rozmawiał
nie odpuścił win

gdy na prostej drodze
wyrósł ciemny las
płonie we mnie ogień
tańczy we mnie wiatr

nazywam się Dżihad, sir…

Jan Wasiński

Jan Wasiński absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi (dyplom z wyróżnieniem!); był stypendystą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego; o wygranych konkursach nie ma co wspominać… Jan Wasiński wielkim malarzem będzie (a może już jest)…; ot co!

Jan Wasiński

Agnieszka Borkowska

Agnieszka Borkowska rocznik 1978. Studia w Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Jej obrazy znajdują się w zbiorach prywatnych w Polsce i zagranicą (Niemcy, Francja, Holandia, Anglia). Agnieszka miała ponad 30 wystaw; była wielokrotnie wyróżniana i nagradzana. Uwielbiam Jej prace…

Ksiądz

Proboszcz Parafii p/w Opatrzności Bożej w Łodzi
ks. Zdzisław Kowalewski
d/w Metropolity Łódzkiego arcybiskupa Marka Jędraszewskiego

Drogi Księże Proboszczu! Wśród licznych obowiązków katolika jest i ten, żeby w przypadkach rażących przewin, mogących wywołać zgorszenie nie tylko wśród współwiernych, przewin które powtarzają się i zdają się cieszyć milczącym niechby przyzwoleniem tych, co reagować powinni jako pierwsi, jest obowiązek, by katolik katolika upomniał. Śmiem Księdza Proboszcza upomnieć i niniejszym to czynię.

Czytaj dalej Ksiądz

Judasz

Nie pamiętam pierwszego razu. Niech będzie, że pierwszy raz był niewinny. Taki powinien przecież być. Spaliłem więc Judasza…
Moja babcia, przygotowała dla mnie Judasza, w Wielki Tydzień. Lata osiemdziesiąte. Czermna koło Jasła. Byłem wnukiem pierworodnym. Chcę wierzyć, że tym najbardziej kochanym. Miałem z dziesięć lat. Babcię uwielbiałem; myślę, że była najlepszym człowiekiem, jakiego spotkałem. Nigdy nikogo nie skrzywdziła. Nawet trochę. Judasz nie był kukłą, tylko kupą chrustu. Kiedy zrobiło się ciemno, podpaliliśmy go. Z górki, gdzie stał dom dziadków, pięknie było widać, jak jeden po drugim zapalają się Judasze na innych górkach w całej wsi. Nie potrafiłem ocenić, czy mój Judasz jest największy, ale był naprawdę duży i dobrze się palił. Nie pamiętam, co robiłem tamtego wieczoru, kiedy już było po wszystkim. Nie pamiętam, czy rozmawiałem z kochanymi dziadkami o tym dlaczego Judasz musi spłonąć. Kiedyś rozmawiałem, ale czy wtedy-nie pamiętam.

Czytaj dalej Judasz

Solaris 2013

"Tak galaktyki czarnych słońc,
wszechświatów martwy ciąg,
i supernowej piękna śmierć,
w banalne odchodzą nic.

Z mlecznej drogi
zimne cicho,
z niego właśnie
przyjdzie licho,
szepcząc coś tam
od niechcenia;

przywidzenia
bez wytchnienia.

Ref.:

Kochaj nim zaśniesz znów,
całuj i szukaj słów,
może nam jeszcze kiedyś wybaczę…
Kochaj nim zaśniesz znów,
całuj i szukaj słów,
to się na pewno da, czymś wytłumaczyć…

 

Tak nieskończony gwiezdny pył,
planety dziwnych mórz,
ogon komety świadek zórz,
w banalne odchodzą nic.

Z mlecznej drogi
zimne cicho,
z niego właśnie
przyjdzie licho,
szepcząc coś tam
od niechcenia;
przywidzenia
bez wytchnienia.

Ref.:

Kochaj nim zaśniesz znów,
całuj i szukaj słów,
może nam jeszcze kiedyś wybaczę…
Kochaj nim zaśniesz znów,
całuj i szukaj słów,
to się na pewno da, czymś wytłumaczyć…"